Mahogany poczuł wbijające się w szyję ostrze. Było to zu­pełnie takie samo uczucie jak przy dławieniu się kością z kur­czaka. Wydał z siebie dziwaczny dźwięk, przypominający ka­szel. Krew napłynęła do ust czerwieniąc je, jak szminka czer­wieni usta kobiety. Tasak upadł na ziemię z łomotem.
Kaufman wyrwał nóż. Krew chlusnęła z obu ran.
Magohany padł na kolana, patrząc na nóż, który go zabił. Mały mężczyzna patrzył na niego spokojnie. Coś mówił, ale uszy Mahogany’ego były już głuche. Rzeźnik nagle oślepł. Z żalem uświadomił sobie, że nie będzie już nigdy widział ani słyszał. To była śmierć. Przyszła po niego. Pod palcami czuł materiał spodni. Czuł gorące krople padające na ręce. Jego ży­cie zatrzymało się na palcach, kiedy miał jeszcze czucie w rę­kach… potem ciało zwaliło się. Ręce, życie, uświęcony obo­wiązek padł pod ciężarem szarego ciała.
Rzeźnik był martwy.
Kaufman zaczerpnął łyk nieświeżego powietrza i złapał za uchwyt, aby utrzymać równowagę. Łzy kapały na podłogę rzeźni, w której się znajdował. Czas mijał. Nie miał pojęcia jak długo tak stał, napawając się zwycięstwem.
Pociąg zaczął zwalniać. Czuł i słyszał, że użyto hamulców. Gdy pociąg zwalniał, wiszące ciała przechyliły się do przodu. Koła piszczały, ślizgając się po szynach.
Kaufmana opanowała ciekawość. Czy pociąg wjeżdża do podziemnej rzeźni mordercy, udekorowanej zdobytymi trofe­ami? Co zrobi śmiejący się maszynista, tak obojętny na masakrę, gdy pociąg się zatrzyma? Rozpamiętywanie sytuacji nie miało sensu. Mógł teraz stawić czoła wszystkim. Zatrzeszczał głośnik.